Nierozsądny żart czy przemyślany happening?


O akcji czeskiej grupy Ztohoven, czyli o „wybuchu w Karkonoszach” napisano już w wielu serwisach internetowych, często traktując go jako wybryk chcących zaprezentować swoje umiejętności hackerów. Niezależnie od tego, czy samo wydarzenie rozpatrywalibyśmy jako bardziej lub mniej zabawne, oraz mieszczące się lub naruszające granice tego co uważamy za dobry dowcip, warto zastanowić się nad samym przekazem i być może krótką lekcją jakiej efektownie udzielili nam czescy artyści.
Podmieniając obraz telewizyjny przedstawiający fragment karkonoskiej panoramy na animację z wybuchem atomowym z pewnością wprowadzili oni w błąd część spośród 45 tysięcy widzów czeskiej telewizji ČT2. Perfekcyjnie zatarli tym samym granicę między rzekomą prawdziwością i rzetelnością przekazu telewizyjnego, którą nie zawsze podważamy oglądając codzienne wiadomości, a jego złudnością, subiektywnością, a nawet całkowitą symulacją - jak w tym przypadku.
Nie treść przekazu, a jego forma, mogłaby tu być przedmiotem refleksji, również pedagogicznej, przypominającej o aktualności słynnego stwierdzenia the medium is the message - M. McLuhana. Nietrudno jednak o nim zapomnieć, jeśli prawo do fikcji przyznajemy głównie przekazom powstałym na bazie wymyślonej fabuły, nie koniecznie zaś np. programom informacyjnym. Łatwo tutaj wpaść w pułapkę manipulacji, jak miało to np. miejsce w przypadku słynnego słuchowiska radiowego Orsona Welles’a - „Wojna światów”. Historia zaczerpnięta z powieści H. G. Wells’a opisywała najazd Marsjan na ziemię i w słuchowisku przedstawiona została w formie programu informacyjnego na żywo, opartego na relacjach reporterów. I choć miało to miejsce prawie 70 lat temu, jeśli zgodzić się z badaczem tego fenomenu – R. Bartholomew, bezkrytyczność słuchaczy Welles’a w analogicznej sytuacji mogłaby okazać się nam bliższa, niż sądzimy.
Potwierdzającą słowa Bartholomew powtórką z rozrywki, może być tu inna czeska lekcja edukacji medialnej, jaką trzy lata temu zaprezentowali dwaj studenci praskiej szkoły filmowej – czyli realizacja kampanii reklamowej hipermarketu „Czeski sen” i zrealizowany na jej podstawie film P. Zelenki.
O ile w tym wypadku zawiedzeni, niedoszli konsumenci tylko domagali się kar dla organizatorów happeningu, o tyle autorzy animacji wybuchu w górach postawieni zostaną przed sądem. Oby kolejne pomysły czeskich artystów na culture jamming, miały wbrew tradycji czeskiego filmu, mniej gorzki finał.
Możesz teraz skomentować ten artykuł albo subskrybować komentarze do niego. Trackback: # A może nie wiesz co to trackback?
Komentarze
Ciekaw jestem, czy podobne akcje będą zdarzać się częściej. A prawnie- kto wie, może zrobili to w taki sposób, że policja może szukać- wiatru w polu
Żałuję, że nie było mi dane oglądać czeskiego kanału telewizyjnego i nagle zobaczyć atomowy rozbłysk. Na pewno przez moment czułbym się nieswojo…

Subskrybuj kanał RSS
Zdecydowanie przemyślany happening, gdzieś w tle przywołujący historię z radiowym słuchowiskiem “Wojna Światów” Wellsa, który wywołał panikę wśród Amerykanów, biorących radiowy przekaza serio.
Myślę, że czescy “happenerzy” liczyli się z prawnymi konsekwencjami. Dla mnie ta akcje była “bombowa”