Exodus do wirtualnego świata- rozważania drugie

Jestem w trakcie lektury “Exodus to the Virtual Wolrd. How Online Fun is Changing Reality” autorstwa wspomnianego w poprzednim wpisie Edwarda Castronovy. Castronova jest obecnie jednym z najbardziej znanych analityków rzeczywistoÅ›ci sieciowych gier i powyższa książka nie jest jego pierwszym poważnym wytworem. Jest za to na pewno pierwszÄ… pozycjÄ… autora, do której dotarÅ‚em. Wstyd siÄ™ przyznać, ale wczeÅ›niej o Castronovie nie sÅ‚yszaÅ‚em (bo też temat sieciowych gier nie interesowaÅ‚ mnie dość mocno) i najnowszy tom rozważaÅ„ badacza znalazÅ‚em przekopujÄ…c zasoby jednej z polskich ksiÄ™garni.
Nie będę dzisiaj streszczał książki, nie będzie to recenzja. Castronova, który jest wielkim fanem gier (rodzinie dziękował za to, że mógł w spokoju napisać książkę i obiecał, że nareszcie spędzą razem trochę czasu, np. grając w gry), na razie delikatnie przeraził mnie zarysowaną wizją przyszłości. Wizją krok po kroku nadchodzącej rewolucji, która radykalnie zmieni relacje społeczne. Zapewne nie będzie to rewolucja jednodniowa i nie obejmie od razu, a może nigdy całej ludzkiej populacji. Niewątpliwie jednak my, żyjący w obrębie zachodniej cywilizacji, doświadczymy (doświadczamy?) przewrotu na własnej skórze.
Cóż to będzie za zmiana? Jak pisałem wczoraj- Castronova uważa, że popularyzacja sieciowych gier i gier komputerowych w ogóle (a mniej więcej co roku średnia wieku graczy podnosi się o rok, co świadczy o tym, że jeśli raz zaczęliśmy grać, będziemy już zawsze korzystać z komputerowej rozrywki) doprowadzi do zmiany społecznego krajobrazu.
Ciekawe, czy dojdzie do momentu, kiedy komunikacja w sieci przeważy nad komunikacjÄ… twarzÄ… w twarz. Wiem, że dzieje siÄ™ tak codziennie, sam wiÄ™kszoÅ›ci kontaktów dokonujÄ™ przez internetowe kanaÅ‚y komunikacyjne. Czy okaże siÄ™ za kilka lat, że np. podwórkowa gra w piÅ‚kÄ™ zupeÅ‚nie przeniesie siÄ™ do mieszkaÅ„, gdzie, zamiast jak w grze “Fifa” klikajÄ…c myszkÄ…, bÄ™dziemy kopać piÅ‚kÄ™ w stronÄ™ ekranu-Å›ciany, oglÄ…dajÄ…c zachowania kolegów, grajÄ…cych ze swoich domów, na ekranie? Jak twierdzi Castronowa- przyszÅ‚ość to nie heÅ‚my i rÄ™kawice. Wystarczy zanurzanie siÄ™ do sztucznych Å›wiatów przez zwyczajny monitor.
I być może za kilka lat polityk politykowi nie bÄ™dzie mógÅ‚ zarzucić wychowywania siÄ™ na podwórku, bo podwórko przeniesie siÄ™ do “wirtualnej przestrzeni”, a zarzuty zamieniÄ… siÄ™ w przytyki w rodzaju “ja, w przeciwieÅ„stwie do Donalda T. nie wychowywaÅ‚em siÄ™ w “World of Warcraft”. Przesadzam? Wydaje mi siÄ™, że nie za bardzo.
Castronova na szczęście nie należy do grona tych, którzy wyłącznie opisujÄ… i snujÄ… przerażajÄ…ce wizje (przeczytaÅ‚em na razie zaledwie fragment, nie wiem, jakie bÄ™dÄ… wnioski podsumowujÄ…ce), ale stara siÄ™ również włączyć w konstruowanie nadchodzÄ…cej przyszÅ‚oÅ›ci. Jest współtwórcÄ… sieciowej gry o nazwie “Arden: World of William Shakespeare”, gdzie zamierzaÅ‚ testować teorie ekonomiczne. Gra jest o tyle wydarzeniem, że nie ma to być kolejna komercyjna produkcja. Castronova otrzymaÅ‚ na produkcjÄ™ gry 250 000 dolarów z fundacji MacArthur.
PojawiÅ‚ siÄ™ jednak problem. Jak podaje za CastronovÄ… “Technology Review”:
gra nie jest zabawna (…) potrzeba zagadek i potworów, inaczej ludzie nie bÄ™dÄ… chcieli grać (…) odkÄ…d tym, czego naprawdÄ™ potrzebujÄ™, jest Å›wiat z dużą iloÅ›ciÄ… graczy, bym mógÅ‚ uruchomić eksperymenty, zdecydowaÅ‚em, że potrzeba mi zupeÅ‚nie innego podejÅ›cia”
.
Okazuje siÄ™, że 250 000 dolarów to za maÅ‚o, żeby uruchomić poważnÄ… sieciowÄ… grÄ™. Wystarczy zestawić grant na tworzenie “Arden” z 75 milionowym budżetem “World of Warcraft”. Castronova przestrzega, niech to bÄ™dzie ostrzeżenie, dla wszystkich, którym siÄ™ wydaje, że mogÄ… skonstruować sieciowÄ… grÄ™. I dodaje, że wziÄ…Å‚ na siebie za dużo, chcÄ…c połączyć aspekt edukacyjny gry z aspektem badawczym.
W każdym razie, życzę autorowi i badaczowi powodzenia. Na pewno pieniądze nie zostaną zmarnowane i kto wie, czy nie będą sygnałem dla świata nauki, że może warto uruchomić większe kwoty do budowy gier konkurujących z komercyjnymi pozycjami. Możliwości badawcze, ale i edukacyjne gier przygotowywanych przez uniwersytety byłyby na pewno większe niż komercyjnie nastawionych światów.
Być może rozwiÄ…zaniem byÅ‚oby skorzystanie z mikronacji- sÄ… tworzone oddolnie, nie majÄ… sztywnych i niezmiennych reguÅ‚, a ludzie sami tworzÄ… rozrywkÄ™, nie czekajÄ…c, aż ktoÅ› poda im tematy zabawy. Pytanie tylko, czy pomimo coraz wiÄ™kszego usieciowienia “realnego Å›wiata” i zacierania granicy “real- wirtual”, nasze poczynania badawcze, edukacyjne itd. nie sÄ… tylko wymówkÄ… do ucieczki z namacalnej rzeczywistoÅ›ci. Cóż, wÄ…tpliwoÅ›ci sÄ… potrzebne. Jak napisaÅ‚a studentka, odpowiadajÄ…c na pytanie o możliwoÅ›ci edukacyjnego zastosowania wirtualnych paÅ„stw (nie podajÄ™ nazwiska, bo cytujÄ™ bez zgody) i co częściowo można odnieść do wszystkich sieciowych gier:
Jednak moim zdaniem jest to zajęcie dla ludzi, którzy posiadają dużo wolnego czasu i nie wiedzą jak go spożytkować konkretnie. Zamiast popracować nad sobą , co by im w przyszłości mogło przynieść w realu podobne pozycje w społeczeństwie. Wolą się tylko w to zabawiać. Chowają się za kurtyną monitora i kryją swoje pragnienia o pięknym sprawiedliwym państwie. Jeszcze mam jedna uwagę na temat , kto bierze udział w takich grach ? Zdecydowanie są to mężczyźni. Wniosek jaki się nasuwa ? ….. Mężczyźni są wiecznymi chłopcami
Exodus do wirtualnego świata- rozważania pierwsze

Podczas aktywnoÅ›ci w wirtualnym paÅ„stwie, w dniu, kiedy dużo czasu poÅ›wiÄ™caÅ‚em na wirtualne życie, przyszÅ‚a mi do gÅ‚owy przerażajÄ…ca myÅ›l. PomyÅ›laÅ‚em, że emocje zwiÄ…zane z wirtualnym życiem- osiÄ…ganie sukcesów, zdobywanie tytułów np. awangardy proletariatu (czy też analogicznych tytułów szlacheckich), wygrana w wyborach, sukces opowiadania lub spodobanie siÄ™ naszego najnowszego utworu muzycznego, sÄ… tak realne, a wÅ‚aÅ›ciwie nie różniÄ… siÄ™ od emocji przeżywanych w “prawdziwym” Å›wiecie, że można by żyć tylko w Å›wiecie “wirtualnym” (wirtualność mikronacji nie jest wiÄ™ksza niż np. “Wirtualnej Polski”- komunikaty sÄ… zapoÅ›redniczone przez kanaÅ‚y komunikacyjne internetowym meta medium, wszyscy majÄ… jednak Å›wiadomość, że chodzi o “alternatywnÄ… rzeczywistość”).
Åšwiadomie wyżej zaznaczyÅ‚em terminy “realny” i “wirtualny” w cudzysÅ‚owiu. Otóż uważam, że granica miÄ™dzy nimi zaciera siÄ™ i nawet tak fikcyjny twór jak wirtualne paÅ„stwo jest jak najbardziej zwiÄ…zany z “typowÄ… rzeczywistoÅ›ciÄ…” (zwÅ‚aszcza w warstwie kreacji kulturowej, mechanizmów paÅ„stwowych itp.). PomyÅ›laÅ‚em, że caÅ‚kiem możliwe jest życie, podczas którego przez wiÄ™kszość czasu moglibyÅ›my funkcjonować w “sztucznej rzeczywistoÅ›ci” (jednoznaczne okreÅ›lenie co prawdziwe, a co wirtualne, zwÅ‚aszcza w epoce nieustannego zapoÅ›redniczania komunikatów przez media jest trudne, a być może nawet niemożliwe). I zastanowiÅ‚em siÄ™ na wÅ‚asnym przykÅ‚adzie- pracujÄ™ na uczelni jeden dzieÅ„ z piÄ™ciu dni roboczych. PozostaÅ‚e przeznaczam na zgłębianie wirtualnego paÅ„stwa, biorÄ…c aktywny udziaÅ‚ w życiu mikronacyjnej rzeczywistoÅ›ci. Tam, pomimo Å›wiadomoÅ›ci “alternatywnego Å›wiata”, przeżywam silne emocje, dyskutujÄ™, spieram siÄ™, rywalizujÄ™ w wyborach, tworzÄ™ muzykÄ™ lub teksty prasowe, które sÄ… oceniane i wartoÅ›ciowane przez spoÅ‚eczność. MogÄ™ tam robić wÅ‚aÅ›ciwie wszystko, co mi siÄ™ podoba. Co prawda nie widzÄ™ moich współmieszkaÅ„ców tak, jak dzieje siÄ™ to w Second Life i Å›wiat nie jest jak w SL już w dużej mierze wykreowany razem ze Å›ciÅ›le ustalonymi reguÅ‚ami gry. CaÅ‚a komunikacja odbywa siÄ™ za pomocÄ… listy dyskusyjnej, stron WWW i komunikatorów i kreacja wirtualnej kultury opiera siÄ™ w dużej mierze na wyobraźni, to jednak nie sÄ…dzÄ™, by odbiegaÅ‚o to od najlepiej wygenerowanych wizualnie sztucznych Å›wiatów (przeciwnie, amatorskość i niekomercyjność majÄ… swoje pozytywne aspekty, ale o tym w innym wpisie).
I jak napisaÅ‚em wyżej- wyobraziÅ‚em sobie na wÅ‚asnym przykÅ‚adzie czÅ‚owieka silnie zanurzonego w alternatywnÄ… rzeczywistość, możliwość spÄ™dzenia życia głównie w “sztucznej rzeczywistoÅ›ci”. Nie potrzebowaÅ‚bym dużo. WystarczyÅ‚oby mi łóżko, ubikacja, prysznic i coÅ› do jedzenia. I nie dziwiÅ‚em siÄ™ specjalnie, kiedy w książce Edwarda Castronova’y “Exodus to the Virtual World. How Online Fun is Changing Reality” przeczytaÅ‚em o tym, że uczestnikom “wirtualnych Å›wiatów” nie potrzeba do życia wiele- łóżko, coÅ› do jedzenia i ubikacja. Co prawda Castronova pisze o Å›wiatach w rodzaju “Second Life”, gdzie ogromnym przyciÄ…gaczem jest możliwość zarabiania pieniÄ™dzy, które można później wystawić na gieÅ‚dzie i sprzedać za prawdziwe dolary. Jednak sama motywacja uczestników konkretnego “sztucznego Å›wiata” nie ma specjalnego znaczenia. Castronova pisze nawet, że wciÄ…gniÄ™ci w alternatywny Å›wiat komputerowych sieciowych gier (można przez chwilÄ™ zaÅ‚ożyć, że tak jest) nie musielibyÅ›y być wcale tÅ‚ustymi, obleÅ›nymi typami zatopionymi w przyciasny fotel. SkÄ…d! Można przecież grać w gry, które opierajÄ… siÄ™ na fizycznej aktywnoÅ›ci gracza.
Na szczęście nie sÅ‚yszaÅ‚em jeszcze w żadnej mikronacji o kimÅ›, kto nie wychodzi z domu i nie uprawia klasycznej aktywnoÅ›ci fizycznej. Być może jest to zwiÄ…zane z faktem, że uczestnikami w dużej mierze sÄ… uczniowie, studenci i ludzie w okolicach trzydziestki. Chociaż wiek nie jest uzasadnieniem. W kreskówce “South Park”, która wyÅ›miewa wszystko, co można i czego nie można wyÅ›miewać, jeden z odcinków poÅ›wiÄ™cony byÅ‚ grze “World of Warcraft” i nosiÅ‚ tytuÅ‚ “Make Love not Warcraft”. Bohaterowie- grupka dzieciaków, zdenerwowani faktem, że jeden z użytkowników niszczy grÄ™ od wewnÄ…trz, postanowili wziąć sprawy w swoje rÄ™cÄ™ i spÄ™dzili tydzieÅ„ (lub dÅ‚użej) przed komputerami. Odchodzili jedynie do ubikacji, jedli wyłącznie pizzÄ™ donoszonÄ… przez mamÄ™ jednego z chÅ‚opców. Ogromnie przytyli, na twarzach, z racji zaniedbania higieny, potworzyÅ‚y siÄ™ im potworne pryszcze i stali siÄ™ paskudni. Tak mocno wciÄ…gnęła ich misja w “wirtualnym Å›wiecie” (przy okazji warto zwrócić uwagÄ™ na to, jak dzieci i mÅ‚odzież rozumiejÄ… podtrzymywanie relacji spoÅ‚ecznych- najlepiej widać to w poczÄ…tkowej części filmu, kiedy ojciec Stana zwraca uwagÄ™ synowi, że przez caÅ‚y weekend gra w gry i nie kontaktuje siÄ™ z kolegami…).
South Park - Make Love, Not Warcraft
Add to My Profile | More VideosCo prawda uważam, że wirtualne paÅ„stwa można zaliczyć do sieciowych gier, to jednak zdecydowanie różniÄ… siÄ™ od komercyjnych gigantów nastawionych na “realny” zysk. Ale dlaczego tak jest i czy rzeczywiÅ›cie mam racjÄ™, bÄ™dÄ™ siÄ™ zastanawiaÅ‚ nieco później. NiepokojÄ…ce jest jednak to, że przywoÅ‚any wczeÅ›niej Castronova uważa, że w przeciÄ…gu kilku/ kilkunastu lat nastÄ…pi exodus do “wirtualnej rzeczywistoÅ›ci”, w miarÄ™ popularyzacji sieciowych gier i dobrego sprzÄ™tu komputerowego. Upodabnianie siÄ™ “sztucznej rzeczywistoÅ›ci” do tej prawdziwej, możliwość tworzenia, zarabiania pieniÄ™dzy i ekonomiczne zwiÄ…zki z “realnym” Å›wiatem i poÅ›wiÄ™canie coraz wiÄ™cej czasu na “wirtualne interakcje” w Å›wiecie gry, może być wiÄ™kszÄ… rewolucjÄ… niż wszystkie, jakie dotÄ…d znamy. I być może przekonamy siÄ™ o tym zupeÅ‚nie niedÅ‚ugo.
Wielki G – nowy Wielki Brat w natarciu

Oto kilka artykułów na temat Google, które ukazały się w ostatnim czasie:
YouPorn Blocked by Google.de – post na blogu Mashable, o tym jak niemieckie Google postanowiÅ‚o zadbać o moralność, usuwajÄ…c z wyników wyszukiwania pornograficznÄ… stronÄ™ YouPorn. Google stwierdziÅ‚, że strona zostaÅ‚a uznana za nielegalnÄ… – z jakich powodów tego już nie podaje.
Google browser rumors surface again – post na CNecie mówiÄ…cy o tym, że Google szykuje wÅ‚asnÄ… przeglÄ…darkÄ™ internetowÄ…. Autor dowodzÄ…c, że wkrótce pojawi siÄ™ tego rodzaju produkt, skojarzyÅ‚ nastÄ™pujÄ…ce fakty:

-firma zarezerwowała już domenę gbrowser.com,
- CEO Google’a Eric Schmidt w przeszÅ‚oÅ›ci powiedziaÅ‚, że jest możliwe zbudowanie przeglÄ…darki
- patrząc na portfolio aplikacji, które w chwili obecnej posiada i cały czas rozbudowuje google, stwierdzić można, że stworzenie przeglądarki, która ułatwiłaby ich używanie, jest zasadne.
Google Health na horyzoncie - AntyWeb za Blogoscoped pisze o Google Health, serwisie, który wystartuje już wkrótce, a który zbierać będzie informacje dotyczące zdrowia użytkowników, przebiegu ich choroby, zaleceń wydawanych przez lekarzy, itp. Cytując AntyWeb:
Sam serwis będzie oferował przeróżne funkcjonalności. Przykładem chyba najbardziej oczywistym jest szukanie porad lekarskich związanych z naszą chorobą. W naszym profilu w serwisie będziemy mogli zapisywać objawy i postęp naszej choroby. Serwis sam postara się znaleźć najlepsze źródła informacji na temat naszego schorzenia i oczywiście przekaże je nam. Każda aktualizacja naszego dziennika choroby będzie związana z aktualizacją porad i informacji jakie wyszuka dla nas serwis.
I dalej:
W celu podania maksymalnej ilości danych pozwalających dobrać odpowiednie informacje medyczne serwis będzie zbierał wszystkie informacje związane z naszym zdrowiem oraz z historią zdrowia naszej rodziny. W systemie będzie również możliwość budowania bazy z lekarzami, którzy prawdopodobnie również będą mieli dostęp do serwisu.
Na koniec parÄ™ odnoÅ›ników do artykułów o staraniach Google czynionych w celu zwiÄ™kszenia swojej obecnoÅ›ci w Chinach. PaÅ„stwo Å›rodka to jak wiadomo rynek, na którym pozycja firmy Brina i Page’a nie jest zbyt mocna:
Google To Increase Investment In China
Google Takes Stake In Tianya.cn
Google Launches Answers in China
Powiem szczerze, że czytałem te wszystkie artykuły nie tyle z przerażeniem ile z lekkim przestrachem. Hegemon, jakim jest Google, nie ustaje w ciągłych próbach zwiększania swojej dominacji, poprzez zdobywanie rynku na coraz to nowych obszarach. Taka sytuacja oczywiście nie dziwi, bo właśnie po to istnieje każde przedsiębiorstwo mające na celu maksymalizację zysku.
W wypadku Google jednak takÄ… dziaÅ‚alność należy monitorować, ponieważ rodzi ona sporo obaw. Ogromna potÄ™ga i monopolistyczna pozycja firmy już w tej chwili przekÅ‚ada siÄ™ na ogromnÄ… wÅ‚adzÄ™. Search Economy, czyli walka o jak najwyższÄ… pozycjÄ™ w wyszukiwarce, daje monopoliÅ›cie niewyobrażalnÄ… wrÄ™cz kontrolÄ™ nad firmami. Sam przekonaÅ‚em siÄ™ o niej wówczas, gdy pracowaÅ‚em w pewnej firmie internetowej, która zostaÅ‚a przez Googla ukarana (dwumiesiÄ™czny ban, którego przyczyny pominÄ™). Kara polegaÅ‚a na przesuniÄ™ciu w wyszukiwarce pozycji serwisu o kilkadziesiÄ…t „stopni” w dół. Nie muszÄ™ chyba wyjaÅ›niać dlaczego i w jak drastyczny sposób przyczyniÅ‚o siÄ™ to do obniżenia liczby unikalnych użytkowników odwiedzajÄ…cych serwis. Inny przykÅ‚ad, nieco nawet drastyczniejszego dziaÅ‚ania Google, podajÄ™ na poczÄ…tku postu (serwis YouPorn). Znana jest również historia Moncriefa, który zaÅ‚ożyÅ‚ sklep internetowy, przez jakiÅ› czas znajdujÄ…cy siÄ™ bardzo wysoko w wynikach wyszukiwania. Wskutek, tzw. Google Dance (zmiana algorytmów wyszukiwania) Moncriefe niemal zbankrutowaÅ‚. Chociaż Google usuwa lub każe serwisy wedÅ‚ug ustalonych przez siebie zasad (zwykle za nieetyczne, tzw. czarne SEO [pozycjonowanie serwisów]), to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby firma je zmieniÅ‚a. W każdym razie manipulowanie wynikami wyszukiwania i w ten sposób skÅ‚anianie użytkowników do dziaÅ‚ania w sposób, w jaki życzy sobie firma Brina i Page’a, nie jest wcale niemożliwe.
Aby tego byÅ‚o maÅ‚o, Google „chce” dowiadywać siÄ™ o użytkownikach jego produktów coraz wiÄ™cej. PrzykÅ‚adem wspomniane przeze mnie aplikacje (ale również wiele innych) takie jak strona startowa, przeglÄ…darka internetowa, Google Health. Ta specyficzna „inwigilacja” prowadzić może do tego, iż gromadzone bÄ™dÄ… o użytkownikach dane nie tylko o sieciowej aktywnoÅ›ci, ale i zupeÅ‚nie inne, z innych sfer ludzkiego życia. Tylko od Google zależy, jak owe dane firma wykorzysta.
Jak sÄ…dzicie, czy moje obawy i lekki strach sÄ… uzasadnione? Czy jednak uwierzyć w hasÅ‚o Google „Don’t Be Evil”?
Fotografia: charlesc (CC)
Mikronacje w zwierciadle socjologii

Mikronacje to raczej dziaÅ‚ka GDS, który dosyć dużo o tym pisze i z tego co wiem, jest aktywnym czÅ‚onkiem jednego z wirtualnych paÅ„stw funkcjonujÄ…cych w „polskiej” sieci. Mimo tego i ja postanowiÅ‚em „ugryźć” ten temat, choć nieco inaczej niż Grzesiek, czyli nie z perspektywy pedagoga, który stara siÄ™ „odnaleźć” i opisać edukacyjne oraz wychowawcze aspekty uczestnictwa w tego rodzaju spoÅ‚ecznoÅ›ciach.
ZainteresowaÅ‚em siÄ™ v-paÅ„stwami jako socjolog, który dużo swojego czasu i energii poÅ›wiÄ™ca na analizowanie, badanie i opisywanie różnorodnych aspektów spoÅ‚ecznoÅ›ci wirtualnych. SurfujÄ…c po różnorodnych cyber-paÅ„stwach, oglÄ…dajÄ…c ich strony, bÄ™dÄ…c pod ogromnym wrażeniem wszystkiego, co siÄ™ z nimi wiąże (flagi, godÅ‚a, wÅ‚asna historia, wÅ‚adze, religia, wÅ‚asna TV, gospodarka, itd., itp.), przyszÅ‚a mi do gÅ‚owy pewna myÅ›l – przecież czegoÅ› takiego nie byÅ‚o jeszcze nigdy w historii spoÅ‚ecznoÅ›ci wirtualnych!
Krótko mówiąc, dla socjologia badającego wspólnoty internetowe, v-państwa stać się mogą niezwykle ciekawym obszarem badawczym, z jednego prostego względu. Są to specyficzne i nietypowe społeczności, w których zachodzą procesy rzadko (jeśli w ogóle) występujące w innych e-wspólnotach.
Zwróćmy uwagÄ™ chociażby na strukturÄ™ nierównoÅ›ci tego rodzaju wspólnot. Na ogół podkreÅ›la siÄ™, że w wirtualnych spoÅ‚ecznoÅ›ciach nie ma jakiejÅ› wyraźnej „klasy dominujÄ…cej”, grupy internetowe nie sÄ… obciążone tradycyjnymi barierami spoÅ‚eczno-ekonomicznymi, hierarchiÄ…, itp. Nie ma jakiejÅ› wyraźnej struktury nierównoÅ›ci – po prostu albo siÄ™ jest czÅ‚onkiem, albo nie. SpoÅ‚ecznoÅ›ci wirtualne sÄ… raczej „poza” podziaÅ‚ami statusowymi istniejÄ…cymi w „realu”, „rozmywajÄ…” je i likwidujÄ…. Nie tworzÄ… również nowych, rzec można, wirtualnych podziałów statusowych (wyjÄ…tkiem może być pozycja moderatora, administratora, która jednak nie wiąże siÄ™ z jakimiÅ› specjalnymi profitami). Inaczej rzecz ma siÄ™ z v-paÅ„stwami, które co prawa również „odcinajÄ… siÄ™” od „realnej” struktury nierównoÅ›ci, ale ksztaÅ‚tujÄ… nowÄ…, charakterystycznÄ… tylko dla siebie – wystarczy przyjrzeć siÄ™ strukturze wÅ‚adzy KsiÄ™stwa Sarmacji czy Mandragoratu Wandystanu.
Mikronacje z całą pewnością tworzą najbardziej rozbudowaną hierarchię pozycji i statusów ze wszystkich znanych mi społeczności wirtualnych. Zwykle najwyżej usytuowany jest oczywiście władca danego państwa, inni rządzący i sprawujący funkcje publiczne. Oprócz tego mamy wiele innych pozycji, klas i warstw społecznych (przedsiębiorcy, naukowcy, itd.). Im wyżej ktoś jest w hierarchii, tym większy ma wpływ na funkcjonowanie wirtualnego państwa. Wydaje się, że w związku z tak silnie rozbudowaną hierarchią, nasileniu podlegać mogą również, na ogół dość słabo rozwinięte w społecznościach wirtualnych, procesy kontroli społecznej.
Dla socjologa interesujący się wydać może również stopień, w jakim v-państwa budują tożsamość zbiorową swoich członków. Warto starać się odpowiedzieć na pytanie - czy nie czynią tego w znacznie większym stopniu niż inne społeczności wirtualne? Dziać tak może się dlatego, że opierają się na przynależności i odrębności o wiele bardziej niż inne internetowe wspólnoty. Eksponują na swoich stronach charakterystyczne tylko dla nich symbole narodowe, zbiory praw, historię, czasami nawet walutę, religię czy język. Opierają się ponadto w ogromnym stopniu na zaangażowaniu członków i ich wzajemnej współpracy.
Władza w mikronacjach, kontrola społeczna czy budowanie tożsamości zbiorowej ich członków to chyba tylko niektóre z aspektów, którymi zająć się mogliby socjologowie, a które świadczą o specyficzności tego rodzaju wspólnot wirtualnych.
Między innymi o tym mówił będę na konferencji w Kielcach, na którą już wkrótce się wybieram (napiszę zapewne o tym, w którymś z kolejnych postów).

Subskrybuj kanał RSS






