teraz albo nigdy- fani do boju!


Wczoraj. Z nudów, a może z poczucia zawodowego obowiązku, obejrzałem pierwszy odcinek nowego serialu TVNu. Przyznaję się bez bicia- “Magdę M.”, która jeździ tylko Suzuki Swift (ja nie jeżdżę więc to nie jest reklama), oglądałem również, ba, obejrzałem większość odcinków. Nawet kilka odcinków powtórek.
Mogę zatem powiedzieć, że jestem znawcą nowych seriali TVNu- “39,5″ też oglądam, ale tu może złapali mnie na punkowy haczyk (chociaż z nieustannym darciem mordy “anarchia” i jeżdżeniem “Kazikiem 125p”, do tego z nazwą zespołu “dirty truck” niewiele ma to wspólnego z punk rockiem, ale …). Oczywiście, znawcą na tyle, na ile może być nim kanapowiec wgapiający się w kolejny odcinek (ostatnia dygresja- znowu muszę się przyznać, że nie raz i nie dwa po emisji nowego odcinka oglądałem w sieci odcinek “przyszłotygodniowy”, za opłatą).
Powiem z grubej rury: Magda M., jako bohaterka, ale i jako serial, była ckliwa, pompatyczna, snobistyczna “i w ogóle”. Nowy serial TVNu, który jest produkowany przez producentów Madzi, jest- uwaga- jeszcze bardziej pompatyczny, snobistyczny. Ckliwy na średnim poziomie, ale wspaniałomyślne porzucenie jednej z bohaterek przez chłopaka na zagranicznej wyspie, przy samotnym, specjalnie wynajętym stoliku na plaży, w momencie, kiedy ona oczekiwała zaręczynowego pierścionka, wróży chusteczkowo- łzawy rozwój akcji (czy będą lody z popcornem?!).
Ujęcia niemal identyczne jak u Magdy. Od Magdy, a raczej jej kolejnych po pierwszym sezonów, zaczerpnięto także wielowątkowość. Chociaż to żaden objaw uczenia się, a jedynie skorzystanie ze sprawdzonego wzorca, bo słynna Magda M. w pierwszej serii była cholernie nudna, właśnie dlatego, że skupiano się tylko na użalającej się nad sobą, spełnionej w pracy, ale nie w miłości pani prawnik.
Na długą analizę nie mam dzisiaj ochoty więc będę oszczędzał czytelnikom moich wywodów. W przypadku tego typu seriali zastanawia mnie jedna sprawa. Promocja określonych produktów i określonego stylu życia. Magda wypromowała samochód- to na pewno. Ale utwierdziła również studentów prawa i administracji- a takim mogłem się przyglądać jako obserwator uczestniczący (nie student, ale bywalec Wydziału Prawa i Administracji, który przez kilka miesięcy przynajmniej dwa razy w tygodniu przesiadywał na wydziale i obserwował studentów)- że są czymś w rodzaju wyższej kasty, która musi się zawsze ubierać jak serialowe postaci. Czyli w nowe, modne ciuchy, że powinni podjeżdżać odpowiednimi samochodami itd. Uważam to oczywiście za dziwne, bo studenci z reguły są “biedniejsi niż bogatsi” (nie zamierzam jednak badać ich statusu, poza tym na kierunkach tzw. elitarnych częściej zdarzają się ludzie z pieniędzmi niż np. w Instytucie Pedagogiki, gdzie studiowałem i pracuję).
Ale kto wie? Może studenci prawa i administracji mieli dzięki Magdzie M. swoje pięć minut, a może pokazano im szczerą prawdę, o której zapewne wiedzieli i tak, jak musi wyglądać prawnik. A i kandydat na prawnika. Zatem utrzymywanie odpowiedniego wizerunku może być czymś w rodzaju inwestycji w przyszłość, ale tu wpadam już w banalne refleksje rodem z pierwszych zajęć public relations.
Nawiązując do nowego serialu- zastanawiam się, czy TVN nie przekracza pewnej granicy. Bo latanie samolotem na zagraniczną wyspę nie jest w Polsce jeszcze powszechne, nie każdy pracuje w redakcji znanego pisma albo jest dyrektorem w międzynarodowej sieci lub trzydziestolatkiem palącym dobre cygara. Na ile nowy serial jest cukierkowym obrazem wymarzonego życia przeznaczonym dla konsumptariatu, a na ile docelowymi odbiorcami są młodzi ludzie tzw. “Warszafki” (odczytywać można szerzej niż tylko odnosząc się geograficznie do Stolycy)? Może TVNowi uda się dobrze wstrzelić w gusta kilku grup odbiorców. No i pytanie zasadnicze- co wypromuje serial? Samochód, wycieczki zagraniczne, a może mydło? Na pewno będzie to coś “dla wszystkich”, bo bohaterowie nie pochodzą z jednego środowiska zawodowego. I na pewno nie będzie to produkt dla kobiety, choć z kasą, to trzydziestoparoletniej samotnej zapatrzonej w “Sex and the City” (podobno niebawem wersja kinowa!).
Denerwujące jednak jest to, że nowość serialowa, w dodatku serialowa superprodukcja, bazuje na oklepanych motywach, podobnej konstrukcji przekazu i nie zdziwiłbym się, gdyby Magda M. pojawiła się nagle w serialu jako znajoma któregoś z bohaterów. Krótko mówiąc- na razie nuda i przewidywalność. Ale czego oczekiwać po tzw. nieambitnym, a mającym zarabiać na siebie “kinie” (w cudzysłowiu, bo nie chcę się narażać na ataki speców od Kina- następców Literaturowych purystów)?
Po co ja to wszystko piszę? Ano po to, żeby wyrazić swoją niechęć do podrzucania popkulturowej papki. Jestem telewidzem, jestem fanem popkultury. Martwi mnie jednak, że pomimo górnolotnej otoczki i superprodukcyjnych uniesień, podaje się w Polsce często podmalowane starocie. Tylko dlatego, że sukces komercyjny wcześniejszej edycji się sprawdził.
Nowe pomysły może są i dobre, ale nowe i niesprawdzone. Dlatego łatwiej zrobić ósmą edycję “Tańca z gwiazdami”, drugą “You can dance” (przy okazji, tak się chroni w Polsce polski język) i reaktywować trupa “Milionerów”. Mogę jednak sobie płakać na blogu, bo w Polsce jak nie ma społeczeństwa obywatelskiego, tak nie ma fanów- aktywistów, walczących na szeroką skalę o swoje (oczywiście awangarda istnieje, ale tylko a propos niszowych produkcji…). Kolejny dowód, że trzeba nam edukacji medialnej, również w zakresie krytycznej postawy zaangażowanego fana, kropka.
Możesz teraz skomentować ten artykuł albo subskrybować komentarze do niego. Trackback: # A może nie wiesz co to trackback?
Komentarze
Zbyt płytko interpretujesz moje słowa. Otóż sukces “w wolnych, komercyjnych mediach” może być blokadą dla twórczości. Przykładem jest nowy serial TVNu- utrzymany w podobnej konwencji co “Magda M.”.
I wcale nie oczekuję ambitniejszych produkcji od TVNu w rodzaju tzw. Kultury przez duże “K”, ale jako fan seriali (oglądam ich całkiem sporo) życzyłbym sobie, by było to coś nowego, świeżego. A nie tylko prawie identyczny produkt, bo podobny się sprzedał (nowy serial jest jeszcze bardziej przesłodzony i przewarszafkowany niż poprzedni). To prowadzi do twórczej stagnacji, a mnie odpycha od polskiej sceny serialowej.
I na koniec- gdzie ja napisałem, że oczekuję ambitniejszego kina tworzonego przez elitę, w dodatku droższego niż tefałenowskie superprodukcje?
A jeśli wolne komercyjne media mają być mediami sprzedającymi tylko to, co ostatnio podobało się większości, bez podejmowania ryzyka, że coś nowego i lepszego może spodobać się bardziej, to wolnych mediów komercyjnych nie ma. Jest tylko skostniała konwencja, którą można się znudzić, bardzo szybko…
A jeśli wolne komercyjne media mają być mediami sprzedającymi tylko to, co ostatnio podobało się większości, bez podejmowania ryzyka, że coś nowego i lepszego może spodobać się bardziej, to wolnych mediów komercyjnych nie ma. Jest tylko skostniała konwencja, którą można się znudzić, bardzo szybko…
–
czy kiedykolwiek było inaczej? czy kiedykolwiek kultura masowa była ciekawa?
oczekujesz czegoś, co nigdy nie istniało.
Zupełnie nie zgadzam się z Twoją diagnozą. Kultura masowa jest bardzo ciekawa. Inaczej nie byłoby kultury masowej. Nie jest to tylko urabianie naiwnych odbiorców, nie jest to również tylko zarabianie na czymś, co się już sprawdziło, bo inaczej nie pojawiałyby się nowe pomysły.
Zatem całkowicie się mylisz. Jeszcze raz przypomnę, że nie oczekuję od TVN by był TVP Kulturą (której nie oglądam). Oczekuję, jako fan seriali, że skoro wprowadził nowość w rodzaju “Magdy M.”, zaskoczy mnie znowu i zrobi coś nowego, a nie odgrzeje kotlet Magdy, tylko poleje go słodszym sosem. Im dłużej tak będzie podgrzewać, tym mniej smaczny ten kotlet będzie.

Subskrybuj kanał RSS
Tylko dlatego, że sukces komercyjny wcześniejszej edycji się sprawdził.
–
to co miałoby być innym wyznacznikiem sukcesu? w wolnych, komercyjnych mediach?
gusty elit? “to, że Ci się nie podoba, bo wolisz ambitniejsze, ale droższe produkcje”?
get real.