Wielki G – nowy Wielki Brat w natarciu

wielki-g-nowy-wielki-brat-w-natarciu

Oto kilka artykułów na temat Google, które ukazały się w ostatnim czasie:

YouPorn Blocked by Google.de – post na blogu Mashable, o tym jak niemieckie Google postanowiło zadbać o moralność, usuwając z wyników wyszukiwania pornograficzną stronę YouPorn. Google stwierdził, że strona została uznana za nielegalną – z jakich powodów tego już nie podaje.

Google browser rumors surface again – post na CNecie mówiący o tym, że Google szykuje własną przeglądarkę internetową. Autor dowodząc, że wkrótce pojawi się tego rodzaju produkt, skojarzył następujące fakty:

-firma zarezerwowała już domenę gbrowser.com,
- CEO Google’a Eric Schmidt w przeszłości powiedział, że jest możliwe zbudowanie przeglądarki
- patrząc na portfolio aplikacji, które w chwili obecnej posiada i cały czas rozbudowuje google, stwierdzić można, że stworzenie przeglądarki, która ułatwiłaby ich używanie, jest zasadne.

Google Health na horyzoncie - AntyWeb za Blogoscoped pisze o Google Health, serwisie, który wystartuje już wkrótce, a który zbierać będzie informacje dotyczące zdrowia użytkowników, przebiegu ich choroby, zaleceń wydawanych przez lekarzy, itp. Cytując AntyWeb:

Sam serwis będzie oferował przeróżne funkcjonalności. Przykładem chyba najbardziej oczywistym jest szukanie porad lekarskich związanych z naszą chorobą. W naszym profilu w serwisie będziemy mogli zapisywać objawy i postęp naszej choroby. Serwis sam postara się znaleźć najlepsze źródła informacji na temat naszego schorzenia i oczywiście przekaże je nam. Każda aktualizacja naszego dziennika choroby będzie związana z aktualizacją porad i informacji jakie wyszuka dla nas serwis.

I dalej:

W celu podania maksymalnej ilości danych pozwalających dobrać odpowiednie informacje medyczne serwis będzie zbierał wszystkie informacje związane z naszym zdrowiem oraz z historią zdrowia naszej rodziny. W systemie będzie również możliwość budowania bazy z lekarzami, którzy prawdopodobnie również będą mieli dostęp do serwisu.

Oto screeny z Google Earth:

Na koniec parę odnośników do artykułów o staraniach Google czynionych w celu zwiększenia swojej obecności w Chinach. Państwo środka to jak wiadomo rynek, na którym pozycja firmy Brina i Page’a nie jest zbyt mocna:
Google To Increase Investment In China
Google Takes Stake In Tianya.cn
Google Launches Answers in China

Powiem szczerze, że czytałem te wszystkie artykuły nie tyle z przerażeniem ile z lekkim przestrachem. Hegemon, jakim jest Google, nie ustaje w ciągłych próbach zwiększania swojej dominacji, poprzez zdobywanie rynku na coraz to nowych obszarach. Taka sytuacja oczywiście nie dziwi, bo właśnie po to istnieje każde przedsiębiorstwo mające na celu maksymalizację zysku.

W wypadku Google jednak taką działalność należy monitorować, ponieważ rodzi ona sporo obaw. Ogromna potęga i monopolistyczna pozycja firmy już w tej chwili przekłada się na ogromną władzę. Search Economy, czyli walka o jak najwyższą pozycję w wyszukiwarce, daje monopoliście niewyobrażalną wręcz kontrolę nad firmami. Sam przekonałem się o niej wówczas, gdy pracowałem w pewnej firmie internetowej, która została przez Googla ukarana (dwumiesięczny ban, którego przyczyny pominę). Kara polegała na przesunięciu w wyszukiwarce pozycji serwisu o kilkadziesiąt „stopni” w dół. Nie muszę chyba wyjaśniać dlaczego i w jak drastyczny sposób przyczyniło się to do obniżenia liczby unikalnych użytkowników odwiedzających serwis. Inny przykład, nieco nawet drastyczniejszego działania Google, podaję na początku postu (serwis YouPorn). Znana jest również historia Moncriefa, który założył sklep internetowy, przez jakiś czas znajdujący się bardzo wysoko w wynikach wyszukiwania. Wskutek, tzw. Google Dance (zmiana algorytmów wyszukiwania) Moncriefe niemal zbankrutował. Chociaż Google usuwa lub każe serwisy według ustalonych przez siebie zasad (zwykle za nieetyczne, tzw. czarne SEO [pozycjonowanie serwisów]), to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby firma je zmieniła. W każdym razie manipulowanie wynikami wyszukiwania i w ten sposób skłanianie użytkowników do działania w sposób, w jaki życzy sobie firma Brina i Page’a, nie jest wcale niemożliwe.

Aby tego było mało, Google „chce” dowiadywać się o użytkownikach jego produktów coraz więcej. Przykładem wspomniane przeze mnie aplikacje (ale również wiele innych) takie jak strona startowa, przeglądarka internetowa, Google Health. Ta specyficzna „inwigilacja” prowadzić może do tego, iż gromadzone będą o użytkownikach dane nie tylko o sieciowej aktywności, ale i zupełnie inne, z innych sfer ludzkiego życia. Tylko od Google zależy, jak owe dane firma wykorzysta.

Jak sądzicie, czy moje obawy i lekki strach są uzasadnione? Czy jednak uwierzyć w hasło Google „Don’t Be Evil”?

Fotografia: charlesc (CC)

Tagi: , , ,
Kategorie: Bez kategorii

Możesz teraz skomentować ten artykuł albo subskrybować komentarze do niego. Trackback: # A może nie wiesz co to trackback?