wypróżnianie i blip

wyproznianie-i-blip

Wczoraj zdarzyło mi się skomentować artykuł Marty Klimowicz na temat wielozadaniowości a wieloprzestrzenności. Komentarz zamieściłem następujący:

Moim zdaniem mówimy już o jakimś absurdzie- po co jednocześnie korzystać z kilku kanałów komunikacyjnych? To jest przerost formy nad treścią, tak się chyba w “dawnych” czasach mawiało. Bo o ile nie zgadzam się, że nie można odnaleźć się w “natłoku” informacyjnym współczesnej sieci, to jednocześnie jestem zdania, że nie ma najmniejszego sensu mnożyć bytów i rozpraszać wątków na wiele kanałów komunikacyjnych, jeśli nie jest to niezbędne.

Korzystanie jednocześnie z gadu gadu, blipa (co do blipa- od dawna jestem zdania, że nadaje się to tylko do mówienia: “właśnie zrobiłem kupę”) i maila jest w moim odczuciu raczej patologią komunikacyjną niż powodem do radości. Ale to tylko moje zdanie i nie zamierzam nikogo obrażać więc w razie czego z góry przepraszam.

Nie będę się rozwodził nad wielozadaniowością i wspaniałością lub patologicznością korzystania z wielu kanałów komunikacyjnych jednocześnie. Swoje poglądy w skrócie, naszkicowane, przedstawiłem powyżej. O “robieniu kupy” napisałem mimochodem, w nawiasie, naprędce rzucając prowokacyjne hasło, które rzuciłem już kiedyś. Różnica polega na tym, że kiedyś nikt tego nie zauważył. Dzisiaj natomiast Marta napisała artykuł, w którym wyraża swoje zaniepokojenie faktem, że ktoś taki jak ja, zajmujący się zawodowo edukacją medialną, wyraża tego typu komentarze.

A przecież nie napisałem kilkustronicowej analizy blipa, nie roszczę sobie prawa do tego, że na pewno mam rację i nie jest to komentarz w stylu “gry komputerowe ogłupiają”. Po co się rozpisywać, kiedy możecie przeczytać mój komentarz, zamieszczony dzisiaj na blogu Marty Klimowicz:

Musiałbym być idiotą, żeby dyskwalifikować jakikolwiek kanał komunikacyjny, bo sobie coś ubzdurałem, albo widziałem kilkakrotnie przykłady banalnego użycia. Gdyby tak było, nie korzystałbym z narzędzi do publikacji (zwanych np. blogami, ale temat “czym są blogi” proponuję przenieść na inną dyskusję).

Zatem owa “kupa”, dosadne określenie blipowania, twiterowania czy jak to się jeszcze nazywa, nie jest ani atakiem na użytkowników, broń Boże na Ciebie Marto, ale rodzajem prowokacji (które sama Marto wykorzystujesz- przypomnijmy chociaż dyskusje o nudzie polskiej blogosfery). Otóż dochodzimy moim zdaniem do absurdu w przypadku, kiedy ludzie piszą notki (?) jednozdaniowe, kiedy blip, czyli “bardzo lubię informować przyjaciół” staje się informatorem: “właśnie jestem na konferencji”, “właśnie biegam”, “zjadłem kolację” i w tym kontekście umieściłem (może przesadziłem)- “właśnie zrobiłem kupę”.

Sam korzystam z twittera na HIPERbLOGu i wrzucam tam (chociaż dawno tego nie robiłem) linki itp. I jako uzupełnienie głównego kanału komunikacyjnego twittero- bloggery świetnie się sprawdzają. Dziwi mnie nawet, że np. blogger czy wordpress nie zbudowały w swoich narzędziach dodatków w rodzaju blipa.

Odniesienie do wypróżniania to brutalna metafora wypisywania bzdur. Oczywiście, nie mam żadnego prawa mówić, że ktoś źle korzysta z danego medium. Mnie banalne wykorzystania się nie podobają, nie uważam również by blip był dobrym narzędziem zastępującym komunikator tekstowy czy komentarze na blogu. Nie jestem natomiast zakochany w całym “społeczniościowym szaleństwie” i nie muszę kochać wszystkich sposobów wykorzystania nowych kanałów komunikacyjnych.

Tylko, a może aż tyle.

Ciekaw jestem, czy bliperzy, którzy wykorzystują nowy kanał komunikacyjny inaczej niż sam to robię, pożrą mnie żywcem na swoich blipach. Jak na razie efektem mojej wypowiedzi jest kanał http://blipcast.pl/kupa

Na szczęście, nie wszyscy jak Marta wzięli moje słowa śmiertelnie poważnie i dosłownie. Dla mnie dyskusja o kupie na blipie jest sygnałem, że zbyt radykalna krytyka, nawet prowokacyjna, niekoniecznie jest oczekiwana. Czekam tylko, kiedy zostanę postawiony w jednym szeregu z autorem “Kultu amatora”.

Z komentarzy pod wpisem Marty warto zacytować przynajmniej jeden (którego autor nie przekreśla mnie zupełnie i widzi możliwość materializacji “kupy”, czego ani sobie, ani bliperom nie życzę):

Wystarczy z pomocą Google przeszukać blip.pl w kwestii frazy “robie kupe”, by zobaczyć, że co prawda nie jest to kwestia popularna, ale że są na blipie ludzie daleko odbiegających od wyobrażenia zarysowanego przez Filipa. Owszem, jest spora frakcja geeków, w znaczeniu, w którym go Filip użył, ale jest też spora - ciekawe czy będzie rosła? - grupa osób spoza tego dość hermetycznego “kółeczka wzajemnej adoracji”, że tak nawiążę do innego wpisu ^socin ;)

Jeśli blip zyska na popularności (czego w tym kontekście nie wiem czy mu życzyć), to może się z czasem okazać, że apokaliptyczna wizja #kupy na pierwszym miejscu subskrybowanych tagów jest realna…

nagłówek: zrzut ekranu z serwisu “socjologia internetu”

Tagi: ,
Kategorie: Bez kategorii

Możesz teraz skomentować ten artykuł albo subskrybować komentarze do niego. Trackback: # A może nie wiesz co to trackback?


Komentarze

Mój kolejny komentarz na blogu “socjologia internetu”:

“Mówienie o mojej bezczelności jest zupełnie niepotrzebne. Wybacz Marcinie, ale porównanie ze spotkaniem przy piwie lub do rozmowy telefonicznej jest moim zdaniem nietrafne. I raczej jest podparciem mojej prowokacyjnej tezy o nieczystościach. Dlaczego? Ze znajomymi rzadko rozmawia się tak, by cały świat mógł to usłyszeć. I tak jak blogi nie są pamiętnikami, tak blip nie jest telefoniczną rozmową przyjaciół. Mnie raczej jednozdaniowe odzywki znajomych(?) skłaniają do wniosków, że albo kiepsko z poziomem znajomości (bo co to za znajomi, skoro o wyjeździe na konferencję trzeba im napisać na blipie?), albo potrzeba ekshibicjonizmu jest tak wysoka, że już tylko brakuje opisów spędzania czasu w ubikacji (co oczywiście jest zradykalizowaną karykaturą, bo przecież nie przewiduję faktycznie tego typu opisów).

Nie skreślam jednak samego narzędzia- mnie się przydaje jako uzupełniacz bloga, “tablica informacyjna” itp. Rozumiem jednak, że będziesz bronił blipa, w końcu się nim zawodowo zajmujesz, jeśli dobrze doczytałem.

A odniesienie do gg i maila pojawiło się dlatego, że to Autorka “socjologii internetu” napisała, jak prowadziła dyskusję dzięki kilku kanałom jednocześnie.

Cieszę się z tej dyskusji, bo fascynacja nowymi kanałami komunikacyjnymi nie może być ślepą fascynacją. A blip w formie “bardzo lubię informować przyjaciół” jest dla mnie informacją, że tzw. “wirtualna” przestrzeń i nowości web 2.0 mogą być naprawdę kiepskie i nie wszystkim warto się zachwycać. Nie jest to jednak powód, by się niepokoić, że pedagog medialny czegoś nie rozumie. Rozumiem dokładnie czym jest blip i kiedy czytam wpisy na stronie głównej albo wpisy Socin na Jej blogu, odnoszę wrażenie, że nasze usieciowienie staje się momentami niebezpieczne, chociaż sam jestem (cywilizacyjnie) uzależniony od sieci.

Z przykrością również zauważam, podobnie jak Andrew Keen w dokumencie, jaki widziałem na BBC (książki jeszcze nie czytałem, po recenzjach wiem, że chyba tylko w tym punkcie się z nim zgadzam), że trzeba ostrożnie podchodzić do web 2.0, bo to termin biznesowy i chodzi tu tak naprawdę o robienie pieniędzy. Otoczka społeczna ma tylko umożliwiać robienie interesów (co nie znaczy, że społeczeństwo na tym nie korzysta). Ale akurat blip jest dla mnie przykładem medium o niskiej wartości, jeśli ma być syntetyczną rozgłośnią dla znajomych…”

Swego czasu całkiem serio pisał o “kupie” S. Żiżek, na przykładzie kształtu klozetowych muszli doszukując się uwarunkowanych kulturowo różnic między narodami … Francuzi to wolą “to”, a Niemcy już inaczej…
A już serio, niezależnie od tego, jak na blipa patrzymy, to jest przede wszystkim narzędziem w rękach ludzi. Oni decydują o jego zastosowaniu.
Btw, mnożenie kanałów info budzi zastrzeżenie, że to wszystko może się stać powierzchowne.

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)